Giant

Czy można liczyć na poprawę na rynku pracy?

2,1 mln osób bez pracy i stopa bezrobocia przekraczająca 13 proc. - 2013 rok był jednym z trudniejszych na rynku pracy. Czy 2014 rok przyniesie poprawę?

Pracodawcy nadal są ostrożni w tworzeniu miejsc pracy, których ilość zależeć będzie głównie od większego ożywienia w gospodarce. Nastroje na rynku pracy są jednak umiarkowanie optymistycznie. Jak wynika z danych Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych, wartość Wskaźnika Rynku Pracy spada od lipca ubiegłego roku, co świadczy o polepszeniu nastrojów i stabilizacji na rynku. Jednak poprawa w 2014 roku ma być niewielka, a trwała wystąpi dopiero w przyszłym roku.


 

Wskaźnik Rynku Pracy jest tzw. wskaźnikiem wyprzedzającym, który informuje o przewidywanych zmianach na rynku pracy. Im niższa jego wartość, tym lepiej. W grudniu 2013 roku wskaźnik wyniósł 90,6, co oznacza, iż spada. Można się spodziewać, że stopa bezrobocia w 2014 roku w okresach letnich może spadać głównie ze względów sezonowego ożywienia. Natomiast na jakąś radykalną poprawę na rynku pracy na razie nie możemy liczyć. Trzeba pamiętać, że ten rynek reaguje z ogromnym opóźnieniem w stosunku do tego, co się dzieje w sferze realnej gospodarki – zauważa prof. Maria Drozdowicz-Bieć z Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych.


 

Obecnie, jak wynika z danych GUS, bez stałej pracy jest 13,2 proc. Polaków, czyli więcej niż przed rokiem. Wiele osób szukających pracy nie znalazło jej ze względu na pochodną klimatu wynikającego z kryzysu, który spowodował, że firmy z dużą ostrożnością podchodzą do rekrutacji i do zatrudniania ludzi. Wielu z nich obawia się, że względnie niepewna sytuacja ekonomiczna może doprowadzić do tego, że trzeba będzie zwalniać ludzi – mówi Bernhard Matussek, dyrektor zarządzający Kienbaum Polska.


 

Problemem w trwałej poprawie sytuacji jest fakt, iż pracodawcy nie zareagują od razu na wzrost PKB. Pracodawcy mają możliwości zwiększania nakładów pracy nie zwiększając etatów. Czyli mogą wydłużać czas pracy, mogą zatrudniać na formy nieetatowe, czyli na przykład na umowę zlecenie, o dzieło. W związku z tym te przesunięcia na rynku pracy czasami zajmują rok, nawet dwa lata, kiedy widać trwałą i naprawdę wyraźną poprawę. Tego w 2014 roku prawdopodobnie jeszcze nie zobaczymy – przewiduje prof. Drozdowicz-Bieć.


 

Według prof. Drozdowicz-Bieć, w przypadku polskiego rynku problemu nie stanowią koszty pracy, które są na poziomie średniej europejskiej. Opodatkowanie pracy stanowi około 22-23 proc. Konieczna jest natomiast poprawa warunków dla małych i średnich przedsiębiorstw, odpowiadających za ok. 60 proc. miejsc pracy. I po to, żeby miejsca pracy były tam kreowane, to małe przedsiębiorstwa muszą zacząć myśleć o ekspansji. Czyli po prostu muszą zacząć inwestować. Dopóki borykają się z wysokimi kosztami, dopóki to ożywienie jest tak niemrawe, jak widzimy w tej chwili, to niestety nie będą kreować nowych miejsc pracy, a w związku z tym również i zmiany w stopie bezrobocia będą właściwie niewielkie – mówi prof. Drozdowicz-Bieć.


 

Aby realnie wzrosła siła nabywcza Polaków, nie wystarczy nieznaczna poprawa na rynku pracy. Konieczny jest również, prócz niskiej inflacji, wzrost wynagrodzeń i znaczny spadek bezrobocia. Polska gospodarka na razie spełnia tylko jeden warunek, dotyczący inflacji. Jeśli chodzi o wynagrodzenia, to one rosną bardzo umiarkowanie, właściwie można mówić bardziej o stabilizacji niż o wzroście wynagrodzeń i to samo dotyczy rynku pracy. Tutaj wielkość zatrudnienia się nie zwiększa. Dopóki będzie niska inflacja, jeśli będą rosły w tym roku, przynajmniej w drugiej połowie, wynagrodzenia, to jest szansa na to, że konsument będzie chętniej kupował. Jesteśmy społeczeństwem, które ma głód konsumpcyjny, bo to jest taki etap rozwoju gospodarki – wyjaśnia prof. Drozdowicz-Bieć.


 

Warto zwrócić uwagę, iż na rynek pracy znaczny wpływ ma sytuacja u partnerów handlowych Polski. Polska gospodarka jest, jak w wielu krajach europejskich, uzależniona od eksportu. Popyt jest w znaczącej mierze generowany poprzez gospodarkę niemiecką, która jako najsilniejsza i rosnąca gospodarka jest w dobrej fazie koniunkturalnej. Wywołuje ona odpowiedni efekt ssący też dla polskiej gospodarki – mówi Bernard Matussek.


 

Pracę jest obecnie najłatwiej znaleźć w branżach takich jak produkcja, FMCG (produkty szybkozbywalne) czy BPO. Inwestycje, które od wielu lat są w Polsce: firmy zachodnie produkujące w Polsce, przemysł samochodowy – to są branże stabilne, gdzie być może był przyrost zatrudnienia. Także w innych branżach, jak dobra szybkozbywalne, gdzie popyt wewnętrzny jest stabilny, mamy dosyć dużą stabilizację. Ale są też branże, które rosną w Polsce, np. centra usług wspólnych – wskazuje Bernard Matussek. Szansą dla rynku pracy w Polsce jest również nowoczesna branża spożywcza, która przekłada się na sektor rolniczy.


0.0
Tagi:
Napisz pierwszy komentarz